LINKI
Ulubione z You Tube
Diako-wycho
Gilmore Girls "I'm already there"
Amy McDonald "This is the life"
"The call" - piosenka z Narnii
Most do Terabithi
Prince of peace
Anioły sa takie ciche...
Chwila relaksu
Wirtualne śnieżynki
Randka z Drużyną Pierścienia
Strony chrześcijańskie
Wspólnota ma
Oaza Warszawska
Oaza Warszawska
portal młodzieżowy-Tu jest bosko!
Lednica
Strona Ruchu 'Światło-Życie'
Pomoc duchowa adonai.pl
Zaprzyjaźnione blogi
Magda M.
Refleksyjnie i humanistycznie
Harcerstwo
Harcerki ZHR tu są wszystkie regulaminy i wymagania
61 WDHiZ mój szczep
Portal harcerski
ZHR on-line
Herba
ARCHIWUM
2010
styczeń
2009
lipiec
czerwiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
Blog.pl
design by gingery
2010-01-23 22:18:37
Notka pokutna
Żyję... A że nie piszę? Ano nie piszę, bo mi się życie wymknęło z przestrzeni blogowania. Tzn. o wydarzeniach codziennych nie chce mi się pisać, a to co ważne, to jakoś mi nie pasuje do tego miejsca. Za bardzo osobiste i do tego związane z innymi ludźmi... Tak jakoś...
Żyję całkiem nieźle. Mam temat pracy magisterskiej ("stymulacja dotykowa jako istotny składnik procesu wychowawczego") lekki semestr z lekką sesją prawie za sobą. Za mąż nie wychodzę. A dziś to mam jakiś smętny humor, mimo że generalnie jestem szcześliwa dość. Zostałam hufcową "Mokotowa", kocham swoją wspólnotę, skończyłam Miesięczną Szkołę Animatora i weszłam w nowy etap dorosłości.
No :) To teraz się umawiamy na spotkania!
Prawdziwe drzewo poznajesz wtedy, gdy chcesz się do niego przytulić.
skomentuj (1)
2009-07-31 23:19:15
Z pamiętnika młodej komendantki 3
Przeżyłam! Inni też przeżyli, więc prawdopodobnie nie pójdę do więzienia. Z obecnej perspektywy czasu stwierdzam: Obóz "Wyspy Szczęśliwe" Warząchewka 2009 był najbardziej hardcore'ową rzeczą, jaką zrobiłam w życiu. Nie żałuję. Lubię wyzwania :)
Naprawdę było fajnie. Były takie dni, że nawet odpoczywałam! Wszyscy ludzie dookoła straszliwie mili i nawet Sanepid nam nie zrobił krzywdy. Miałam fajną komendę i fajną kadrę. Naprawdę cieszę się, że to razem zrobiliśmy i stwierdzam z całą pewnością, że obóz ten był Cudem. Fajne historyjki może jeszcze tu opiszę, a teraz podzielę się innymi obserwacjami.
Rola komendantki zgrupowania polega na:
- wożeniu po Warszawie 5 kg gipsu,
- zbieraniu papierków i wypychaniu sobie nimi kieszeni munduru,
- tłumaczeniu mamom przez telefon, jak się myje na obozie,
- zamawianiu samolotu w firmie transportowej,
- popychaniu ponad 70 kg wózka na zakupy,
- odpalaniu sztucznych ogni,
- wędrówce pomiędzy 4 oddziałami tego samego szpitala,
- fotografowaniu się w samym kostiumie z policjantami,
- złożeniu ok. 500 podpisów pod różnymi rzeczami,
- szukaniu pana Michalskiego,
- odczytywania migów drużynowej i dwóch przybocznych, które nie mogą mówić, bo zdobywają "Trzy Pióra",
- nie zabijaniu tych, którzy przeszkadzają ci spać w dzień,
- rozrywaniu torebek z ryżem,
- i na wielu innych atrakcjach...
Róbcie obozy, fajnie jest! :D
Lecz, to nie jest obóz harcerski. To jest raj podwieczorkowy!
skomentuj (6)
2009-07-31 23:07:44
After-Rajcza
Było cudnie! Było trudniej i radośniej! A radość ta była jakaś inna i wyjątkowa.
Miałam niesamowite poczucie bycia w dobrym miejscu o właściwej porze i potężną pewność, że ja i moja grupa jesteśmy dla siebie dobre. One na pewno były dla mnie dobre. Byłam tak niesamowicie dopieszczona przez cały ten czas! Cudne! I wiele mnie nauczyły... Siedzenia i NIEprzytulania, prawdy w lojalności, szybkiego wyłączania budzika, zdecydowania, wracania do tematu po 50 dygresji, cieszenia się sobą i sobą nawzajem, luzu, stawiania czoła wielkim wyzwaniom, otwartości od początku... Mowa oczywiście o wspaniałej grupie "Brygada R&R" = "Rozważne i Romantyczne".
Rekolekcje to niesamowita sprawa. Znów Pan Bóg na wyciągnięcie ręki i wielkie cuda dookoła. Na nowo pokochałam Krucjatę Wyzwolenia Człowieka (www.kwc.oaza.pl) i zamierzam głosić na dachach! Trudno było być po raz drugi w tej samej Rajczy, ale jakoś się udało ułożyć wspomnienia tak, by nie przeszkadzały. To był niezwykły czas! Chwała Panu!
Myśleliśmy własnie, czy jesteś bardziej ludzkim animatorem, czy animatorskim człowiekiem. I chyba jednak animatorskim człowiekiem...
skomentuj (0)
2009-06-26 22:51:53
Rajcza the second
Od 2 tygodni biegam po mieście z naręczami papierów i konspektów. Ku mej wielkiej uldze mamy zatwierdzony obóz i (ku jeszcze większej) JUTRO JADĘ DO RAJCZY. Po raz drugi zląduję w tym cudnym zakątku, gdzie czas biegnie dużo wolniej (2 st. Oazy Nowej Drogi). Trochę się boję tam wrócić, bo przecież wszystko mi się będzie kojarzyło... Do tworzenia nowych wspomnień dojdzie przywoływanie starych. Ciekawe, jak to będzie...
Powyższa obawa (oraz parę pomniejszych) nie zmienia faktu, że całym sercem chcę tam jechać. Aż mi trochę smutno, bo już tylko 18 dni do końca rekolekcji ;) Czekam na moją grupę (która już mi się śniła); czekam na wszystko, co Pan przygotował. Mam nadzieję, że wrócę zdumiona ogromem dobra, jakie zmieściło się w jednej małej Rajczy. Czuję, że będzie trudniej i że będzie radośniej, niż w zeszłym roku. Na pewno będzie inaczej i niepowtarzalnie. Na tym polega fenomen wspólnot.
W dn. 27.06-13.07 mój adres do korespondencji:
Schronisko Młodzieżowe w Rajczy-Nickulinie
Rajcza 374
34-370 Rajcza
Proszę zrobić z niego dobry użytek :)
Trzymajcie kciuki za moją grupę!
Lala... Rajczę pozna cały świat.
skomentuj (3)
2009-06-03 23:25:58
Our friends from Uganda
Nie wiem, czy kiedykolwiek wcześniej mogłam doświadczyć tak przejmującej wspólnoty z ludźmi, których bezpośrednio nie znam... Podejrzewam, że nie... Mowa o Ivanie, Simonie, Zakyim, Mosesu, Vincencie i całej wesołej zgrai z Namugongo. Przez ostatni miesiąc piętnastu Chłopaków z misji salezjańskiej w Ugandzie przebywało w Polsce (chodzi o placówkę, w której jest teraz, wspominany wcześniej, nasz kolega z roku - Przemek). To, co robili i po co przyjechali jest dokładnie opisane i udokumentowane zdjęciami na www.calmuganda.com (zapraszam!). W skrócie: Przyjechali, by podziękować za "Adopcję na odległość" i spotkać się z Polakami (w 90% ich placówka jest utrzymywana przez Polaków). Efektem tego spotkania był, m.in. spektakl "Ugryziona Pietruszka" :)
Widziałam ich wieeeeeeele razy na zdjeciach i filmikach. Parę razy w telewizji. Trzy razy byłam w kościele, w którym oni też byli i miałam okazję podać dłoń... To koniec naszej styczności, a jednak czuję coś na kształt tęsknoty, odkąd wyjechali. Naczytałam się o nich na blogu Przemka. Wiele słyszałam od Ani. Śledziłam ich wyprawę na stronie... Jakoś na odległość wrosłam sercem w CALM. Może to kwestia łączności w wierze i w modlitwie? Te drobne spotkania z Chłopakami były dla mnie niesamowitą szansą
doświadczenia trans-chrześcijaństwa. Kościół naprawdę jest powszechny i
apostolski, że hej!
I kurcze... potrzeba mi było ludzi przyjeżdżających z końca świata, by na nowo pokochać swoje życie i docenić miejsce oraz czas, w którym żyję. Wobec tego wszystkiego, co dzieje się w Afryce, naprawdę żyjemy bardzo blisko Raju. Ivan chciał zostać w Polsce, bo tu rodzice kochają swoje dzieci! Coś, co dla nas jest oczywiste, tam wydaje się nierealnym marzeniem.
Tam dzieci są wysyłane ze wsi do miast, by się same sobą zajęły. Tam masa dzieci nie ma rodziców i jest wykorzystywana, bita i przepędzana z miejsca na miejsce. Tam dzieci żyją na ulicach i piją benzynę, by nie czuć zimna. Tam są dzieci, które nigdy nie zaznały normalności i nie mają najmniejszej nadziei, że cokolwiek może się zmienić. Tam dzieci marzą o tym, by móc chodzić do szkoły. Tam dzieci nie znają swojej daty urodzenia i nigdy jej nie poznają.
I dla tych dzieci znalazła się nadzieja i znalazł sie spokój. CALM znaczy Children and Life Mission.
Wydaje się, ze Afryka jest na końcu świata. Że nie da się z Afryką dogadać. Że tam są wojny, zarazy i problemy zbyt wielkie, jak na przeciętnego białego człowieka. Wobec tego mało który biały człowiek zajmuje się problemami Afryki.
A PRAWDA JEST INNA. Afryka jest 11 godzin stąd (rano w Warszawie, wieczorem w Namugongo). Afryka mówi po angielsku (dobrze i całkiem wyraźnie). Problemem Afryki jest to, że nie ma butów, ciepłej kurtki i nikogo, kto by się o nią troszczył. Naprawdę te problemy da się rozwiązać!!!
Jestem całkowicie pewna, że to, co "cywilizowany" świat robi z Afyką zasługuje w pełni na miano zbrodni przeciwko ludzkości. Zaś kamuflowana obojętność Europy, USA i całej reszty, to ta sama obojetność, która ogarniała ludzi za oceanem na "plotki" o obozach koncentracyjnych. U licha, zróbmy coś! Tu jest kilka propozycji: http://misje.salezjanie.pl/
I teraz ktoś powie: "Najpierw zajmijmy się patologiami u nas. Tyle dzieci w Polsce potrzebuje pomocy!"
Święte słowa! O ile, ten ktoś robi cokolwiek, by pomóc dzieciom w Polsce. Bo takie okrągłe hasełka raczej zniechęcają do jakiejkolwiek pomocy. Efektów brak i w Polsce, i w Afryce.
Tak, to prawda: zbulwersowałam się! Ale jak tu się nie bulwersować, jak się pozna (chociaż z daleka i z opowieści) Simona, Zakyiego, Mosesa, Ivana, Vincenta...?! Są radośni, otwarci, zdolni... To naprawdę jest bezczelnie niesprawiedliwe! I jest takie z powodu ludzkiej głupoty. Naprawdę nie wiem, co bym zrobiła, gdybym to ja usłyszała: "Aunti, I want to stay here. I don't want to come back to Uganda"! I mowa o Ugandzie, w której już mają buty, kurtki i kogoś, kto się o nich troszczy! To, co czują te dzieci, które tego nie mają?!
Muzungu! (znaczy "blada twarz" :P) Bierzemy się do roboty! Jeszcze nie wiem, jak, ale coś się wymyśli. W najgorszym wypadku wygonie Was do Afryki :)
Yestech moim usmiehem!
skomentuj (1)
2009-04-26 22:14:21
Z pamiętnika młodej komendantki 2
Piękny słoneczny dzień, piątek 24.04. O godzinie 8:00 młoda komendantka pisze pismo dla Sanepidu. O godz. 9:10 wsiada w samochód wujka Ryśka i wraz z wyżej wymienionym oraz jego córką, a moją piękną kwatermistrzynią - Moniką, rusza w kierunku Włocławka (no bo, gdzie?). Skutkiem tej podróży jest odczuwalny do dziś ból szyi (następnym razem też usiądę z tyłu).
Po dotarciu na miejsce obozowe, okazuje się, że gwint pompy nie pasuje do gwintu, wystającej rury (no bo, jak inaczej?). Wujek Rysiek zatem, rusza do OBI po stosowne przełączki. Piękne Panie zaś, rysują szkic terenu (dla Sanepidu) i robią sobie z zdjęcia w miejscach, w których już niedługo coś powstanie (dla potomnych). Zamontować pompy nie zdążyli, bo zrobiło się późno. Po drodze do Włocławka okazało się jednak, że młoda komendantka jest powszechnie znana w ośrodku "Wikaryjka" jako "Ta Pani, co się zakopała".
We Włocławku dwie misje: Sanepid i Urząd Gminy, zakończyły się sukcesem. Młoda komendantka uzyskała pierwszy z trzech magicznych podpisów; zorientowała się, że pani z Sanepidu jest człowiekiem i ustaliła, że może robić latryny! (tzn. nie ona sama, ale generalnie mogą być). Przy okazji, w bardzo groteskowym miejscu kupiła mapę topograficzną terenu zgrupowania.
Młoda komendantka wprost nie może się doczekać kolejnej podróży do Włocławka. Wszak w pizzeri Euforia, jeszcze tyle smaków do poznania! Ciąg dalszy nastąpi...
Głupcy są genialni w niedorzecznościach. Żaden mędrzec nie przewidzi swym rozumem, co ich głupota wymyśli.
skomentuj (1)
2009-04-09 22:50:28
Czas przygotowania Paschy
Wiem, że nie wszyscy zauważyli, więc pozwolę sobie przypomnieć: Najważniejsze Święta już nadeszły! I jakoś wyjątkowo w tym roku nadeszły nie za wcześnie :) Byłam spragniona Triduum, a teraz chłonę te dni, czekając z utęsknieniem na Exsultet na Domaniewskiej. Nigdzie on nie brzmi tak jak tam! O, zaiste błogosławiona noc, jedyna, która była godna poznać czas i godzinę zmartwychwstania Chrystusa. Już za chwilę ta noc...
Jeśli ktoś chciałby przeżyć ją bardzo wyjatkowo, to zapraszam na Liturgię Wigilii Paschalnej na wspomnianą Domaniewską. Wybieram się, zapewne po raz ostatni na jakiś czas, więc unikalna okazja :)
Trwa do 5:00 nad ranem :) BARDZO warto! Tam się oddycha Paschą. Wszystko jest dostojne, wyraźne i niespieszne... To jest TA Noc! Ludzie są bardziej radośni niż zniecierpliwieni, można zobaczyć prawdziwą ciemność, jest chrzest i jest Komunia pod dwiema postaciami, a od śpiewania trzęsą się mury. Warto to zobaczyć, a potem zanieść do parafii, by Matka wszystkich Liturgii rzeczywiście była wszędzie wyjątkowa.
W oczekiwaniu tej Nocy, życzę Wam wspaniałych Dni Świętego Triduum: radości, pokoju i nadziei. To są radosne Święta! Niech będą Świętami pełnymi blasku i przemiany serc.
Niechaj zabrzmią dzwony głoszące zbawienie, gdy Król tak wielki odnosi zwycięstwo.
skomentuj (7)